Blog: Wojtek Żubr Boliński

Czy jest coś piękniejszego, niż ludzie solidarnie walczący o swoje prawa?

Choroba duszy polskiej
09.01.2021
Tamtego ranka obudziłem się z przerażeniem. Nie pamiętałem co mi się śniło, ale musiało to być coś strasznego. Oto bowiem ze snu wyrwała mnie straszliwa, hucząca w głowie myśl, że być może brzydzę się Polską. Polską, a także polskością, językiem polskim, polactwem, Polakami, Polonią; wszystkim, co Polską choćby muśnięte i wszystkim made in Poland.

Ja, 31-letnia pizda z agencji reklamowej, co się w życiu z nikim nie biła, szarpałem się dziś z psami
03.01.2021
"Ja, 31-letnia pizda z agencji co reklamowej, co się w życiu z nikim nie biła, szarpałem się dziś z psami" - o takiej treści tweeta napisałem w dniu 7 sierpnia roku pańskiego 2020, o godzinie 21:23. Po powrocie do domu z mojej pierwszej w życiu manifestacji ulicznej. Ten dzień i samopoczucie dnia kolejnego to mój osobisty najlepszy moment minionego roku, bo pierwszy raz od bardzo dawno czułem, że byłem tam, gdzie powinienem.

Przepraszam, że przeszkadzam
31.12.2020
wstawaj prekariuszu, mamy film do spiracenia

Buncik
21.12.2020
To było jakoś zaraz po trzydziestych urodzinach jak się podpaliliśmy. Parę osób nagrało nas jak płoniemy w godzinach szczytu na warszawskiej Patelni; to taki mały nieckowaty placyk w centrum, gdzie o tej porze przecinają się drogi - można odnieść wrażenie - wszystkich mieszkańców miasta. A może i cała Polska przecina się na Patelni w godzinach szczytu: ktoś żebrze, ktoś nielegalnie sprzedaje skarpetki, a ktoś kwiaty; ktoś biegnie robić karierę, a ktoś po prostu zgubił się najebany o ósmej rano. Teraz poza tymi wszystkimi małymi codziennościami ktoś darł się histerycznie, ktoś inny może tracił przytomność, a ktoś uciekał do stacji metra. Jeśli jednak chciał coś widzieć lub słyszeć, to i tak dochodził do niego swąd naszej palonej skóry; coś za coś. A jak ktoś bał się patrzeć, to potem mógł ćsobie zobaczyć w internecie, bo zrobił się z tego całkiem niezły viral zanim wszędzie to pobanowali. Co najmniej kilka filmików krążyło po sieci, na wszystkich z grubsza to samo; nikt nie zdążył uchwycić momentu podpalenia; ludzie zawsze byli dobrzy raczej w orientowaniu się we wszystkim za późno, nie mówiąc o reagowaniu z wyprzedzeniem. Każdy filmik pokazywał jak siedzimy na środku placu. Dookoła ludzie w panice, w tle Pałac Kultury, a gdzieś między tymi dwoma planami ci, co mimo niezłego widowiska biegną robić swoje życie. Pewnie - raz - nie mogą sobie pozwolić na moment zatrzymania, albo - dwa - zwyczajnie nie wierzą, że płoniemy naprawdę. Obie argumentacje są dla nas całkowicie zrozumiałe. Kiedy śpieszysz się do pracy, nie masz w obowiązku zatrzymywać się, widząc palącą się osobę. Po to żyjemy w wolnym kraju, żebyś miała prawo biec do pracy niezależnie od okoliczności. Kiedy z samego rana czujesz płonące ludzkie tkanki przed wejściem do metra, musisz szybko ustalić priorytety, przecież nie powiesz potem, że spóźniłaś się do roboty, bo ktoś się palił w centrum miasta. Zabawne, że zawsze znajdzie się grupa ludzi, którzy oczekują zrozumienia dla swojej punktualności choćby nawet od samobójców rzucających się pod pociągi; jedni i drudzy mają swoje racje. Ale za jeszcze lepszy powód olania naszego płonięcia uznajemy brak zaufania i wiary, czy aby na pewno płonęliśmy naprawdę. Sami nie wiemy, czy uwierzylibyśmy w to co widzimy. Obiektywna prawda nie tylko nie istnieje, ale też nie należy do najświeższych trendów - od kilkunastu sezonów bezpieczniej nie wierzyć własnym oczom, bo potem może się okazać, że daliśmy się oszukać i jest bardzo przykro, a niewiele jest gorszych rzeczy niż przykrość z bycia oszukanym, bo potem trzeba użerać się z obsługą klienta i żądać satysfakcji, która była jakby gwarantowana. Na widok kogoś płonącego pewnie uznalibyśmy, że oto dzieje się właśnie jakiś projekt reklamowy w przestrzeni miejskiej i jak tylko zatrzymamy się na chwilę, to podbiegnie zaraz natrętna, ale miło uśmiechnięta hostessa, żeby wylegitymować nas za paczkę darmowych fajek, które możemy sobie podpalić od dogorywającego prawie-już-denata, do którego wykrzykniemy na koniec: "you are fake news!". Ewentualnie że skończymy jako tło w jajcarskim filmiku jakiegoś internetowego twórcy, który postanowił nagrać i pokazać w internecie jak nabiera pół miasta że właśnie umiera. Jednak tu, w naszym przypadku, wszystko było akurat prawdziwe, a nagrywali nas tylko jutuberzy z przypadku, którzy przestali być jutuberami, jak tylko ich kręcone z rozedrganej ręki filmiki zostały usunięte z internetu za naruszanie zasad społeczności.

Trzy dziurki
19.12.2020
Nastawiam budzik w zasadzie już z przyzwyczajenia. Codziennie i tak budzę się około dziewięćdziesiąt osiem sekund przed jego bezlitosnym wyciem. Teraz też. Przeczekuję ten czas, leżąc z otwartymi oczami i gapiąc się w sufit. Kiedy tylko zaczyna się ten jego jazgot, wyłączam chińskie, plastikowe badziewie pewnym ruchem ręki. Pewnym, bo atakuje mnie zawsze z tego samego miejsca na szafce nocnej. Wzdycham, wstaję i kieruję się w stronę łazienki, zostawiam za sobą Kaśkę, która już nawet nie zauważa mojego poranka, tylko chrapie jak natchniona. Odmierzam cztery kroki, podnoszę klapę, szczę. Myję zęby, uszy, pachy. Chwilę potem sam jem śniadanie i sam robię sobie kanapki do pracy. Wychodzę trzynaście minut po godzinie siódmej. Narzucam na siebie jeszcze kurtkę, bo zimno, i czapkę; pewnie powiedzielibyście, że dziwna, że podstarzałe dziady takie noszą. Ale jestem podstarzały, więc mogę. Lubię ją.

<3
15.12.2020
Wiecie co szczerze kocham? I było to w sierpniu, kiedy pierwszy raz w życiu wyszedłem na ulicę, a teraz jest tego jeszcze więcej. Kocham oglądać reakcje establishmentowych mediów i polityków na to jak świat zmienia się dla nich za szybko. Jak okazuje się być inny, niż sądzili. Jak panikują, kiedy rzeczy przestają być takimi, jakie były "od zawsze".

K&#322;amliwy jak "Spider's Web"?
12.12.2020
Pracownicy Biedronki w sieci Pająka.